Pewnego poranka już przy bramie do ośrodka natknęliśmy się na tropy, które wzbudziły nasze zainteresowanie, były porostu inne. O ile rozpoznanie tropu często spotykanego nie nastręcza żadnych trudności, o tyle z tymi był pewien kłopot. Pierwsze spostrzeżenie to wyraźnie zarysowane na cienkiej warstwie śniegu pięć pazurów, co mogłoby wskazywać na przedstawiciela z rodziny łasicowatych. O jednym z nich wspomniałem w poprzednim wpisie, tropy borsuka są jednak zdecydowanie większe i na tyle często spotykane, że ich rozpoznanie nie stanowi problem.

Pierwsze podejrzenie padło na kunę domową, wszak kilka lat temu młode tego gatunku spadło do jednego z naszych pomieszczeń przez otwór w suficie, który był wykonany w celu oceny stanu więźby dachowej. Młode trafiło do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt, ale reszta rodziny, czyli matka z potencjalnym rodzeństwem dalej wykorzystywała to wspaniałe lokum i prawdopodobnie wykorzystuje nadal. Zgoła odmienny tryb aktywności od naszej, wyklucza bezpośrednie spotkanie z tym sublokatorem, który z racji czynienia sporych szkód w budynku jest raczej niepożądanym. Układ tropów mógł pasować do kuny poruszającej się w swobodnym chodzi, ale wielkość wskazywałaby na bardzo młodocianego osobnika, co jest mało prawdopodobne o tej porze roku. Młode pojawiają się w okresie, gdy dostępność pokarmowa jest zdecydowanie większa.

tropy jeżatrpy kuny

Może zatem łasica, najmniejszy przedstawiciel rodziny, od której wzięła swoją nazwę i jednocześnie najmniejszy drapieżniki spośród ssaków, o rozmiarach wąchających się od 11 do 25 cm i masie ciała do 60 g. Spotykamy ją na terenie całego kraju, ale osobiście nie miałem jeszcze przyjemności dostrzeżenia jej w leśnym gąszczu. Z jednej strony za sprawą niewielkich rozmiarów i maskującego umaszczenia, które zimą niektóre osobniki zmieniają na białe, ale również i dlatego, że środek lasu nie stanowi jej ulubionego siedliska. Lubi łąki, torfowiska, pola, brzegi rzek i obrzeża lasu. Zimą przenosi się często za swoimi ofiarami w pobliże wiejskich zabudowań gospodarczych. Układ tropów także nie pasował do charakterystycznego dla niej sposobu poruszania się skokami o zmiennej długości około 15 i 30 cm.

Kolejnym podejrzanym został drugi w kolejności, licząc od najmniejszych, przedstawiciel rodziny tylko nieco większy od łasicy, gronostaj. Z osobnikiem tego gatunku miałem w lesie kilkakrotnie bliskie spotkania III stopnia w jego zimowej szacie, czyli białej. Różnica w stosunku do łasicy jest wówczas taka, że gronostaj ma czarną końcówkę ogona, która również w szacie letniej jest cechą wyróżniającą te dwa gatunki. Ten stosunkowo niewielki drapieżnik, jest niezwykle sprawny i potrafi upolować ofiarę znacznie większą od siebie, przekraczającą jego masę nawet 10 krotnie. W przeszłości z racji tego, że w jego diecie dominują gryzonie, chętnie był nawet hodowany przez ludzi do czasu, gdy okazało się, że nie gardzi również drobiem. I tak z sprzymierzeńca stał się niepożądanym lokatorem, który zaczął być tępiony. Futro wykonane z jego skóry w zimowej szacie, było bardzo drogie i uchodziło za oznakę luksusu. Możemy je obserwować na portretach władców i możnych, a dziś w trakcie pompatycznych uroczystości na uczelniach wyższych zakładane są przez rektorów. Podobnie jednak jak w przypadku łasicy, również i tu układ tropów wykluczył tego drapieżnika, który porusza się susami zmieniając gwałtownie kierunek.

jeżjeż

Droga eliminacji doprowadziła do sytuacji, w której nie pozostało nic innego jak poszukać informacji w innych źródłach niż zasobach własnej pamięci. Najwyraźniej mieliśmy do czynienia z czymś odbiegającego od normy. Po prześledzeniu trasy wędrówki i obfotografowaniu tropów, powróciłem do wertowania ksiąg w celu odnalezienia zwierzaka, który spacerował przy bramie. Wszystko wskazuje, że mieliśmy do czynienia z wybudzonym ze swego zimowego snu jeżem, który późną jesienią zapada w hibernację na około pięć miesięcy i budzą się dopiero w kwietniu. Temperatura jego ciała spada z 36°C do 1°C a tętno do około 20. Już chociażby z tej racji nie mogliśmy wcześniej spotkać jego tropów na śniegu, a w pozostałych okresach zdecydowanie trudniej je odnaleźć. Tym razem podwyższona temperatura w końcu stycznia, która doprowadziła o gwałtownej odwilży, mogła dać mu jednak sygnał do wybudzenia. Takie przebudzenie jest dla niego bardzo niebezpieczne z racji utraty, w trakcie zimowej aktywności, części zapasów i braku możliwości ich uzupełnienia. Ulubiony jego pokarm, dżdżownice, płazy, gady, owady pozostają w uśpieniu. Nie ma również owoców i grzybów, którymi uzupełnia dietę. Miejmy nadzieję, że powrót zimy sprowokował go do dalszej hibernacji i nie utracił zbyt wiele ze swoich zapasów energetycznych by dotrwać do wiosny, której widmo pojawia się już gdzieś na horyzoncie.


Kolejne informacje wkrótce.

Piotr B.